<empty> <empty> <empty> <empty>
 
 
 










Artykuł: Umowa dżentelmeńska

Artykuł dodany przez: damian Data: 2008-05-26 13:02:48

Wielka Brytania, Londyn i jego City, to miejsca, gdzie można się wiele nauczyć w sferze etyki biznesu, nie tylko w teorii, ale przede wszystkim w praktyce.
 
Brytyjczycy oddzieleni kanałem od kontynentu, pomimo tolerancji dla obcych, nie pozwalają na zburzenie swojej tradycji przejawiającej się nie tylko w ruchu lewostronnym, piętrowych autobusach i wysokich taksówkach, ale również w tradycji biznesowej.

Gdy rozpoczęłam pracę w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, musiałam zapoznać się z wieloma zasadami i zwyczajami, które w zderzeniu z praktykami stosowanymi w Polsce muszą budzić zdziwienie. W kadrach, które przyszło mi nadzorować, oznajmiono mi, że nie ma w tej instytucji wymogu dostarczenia przez osoby starające się o pracę odpisu dyplomu, ponieważ nie ma takiego zwyczaju w londyńskich instytucjach finansowych.

Wystarczy słowna deklaracja, że taki dyplom się posiada, a wszyscy wiedzą, że wszelkie próby podania fałszywych informacji w życiorysie są karane szybko i skutecznie - zwolnieniem z pracy w ciągu 24 godzin od momentu wykrycia kłamstwa. Wszelkie nieścisłości są łatwe do wykrycia, gdyż pracownicy departamentów kadr w tych instytucjach znają się dobrze i na bieżąco współpracują ze sobą.

Niestety zorientowałam się już w trakcie pracy, że zdarzają się przypadki niezbyt rzetelnego pisania życiorysu przez osoby pochodzące z krajów byłego obozu komunistycznego. Po raz pierwszy po 10 latach funkcjonowania EBOR, byłam zmuszona wprowadzić obowiązek przedstawiania dokumentu potwierdzającego posiadane wykształcenie.

Nie dziwmy się zatem, gdy w świetle takich faktów deklaracje o tym, że wprowadzimy do Europy nasze wartości, znajdują interpretacje zupełnie odmienne od naszych oczekiwań.

W Wielkiej Brytanii kłamstwo bardzo degraduje człowieka zarówno w opinii publicznej, jak i w środowisku współpracowników. Jedną z najbardziej znanych w ostatnich latach spraw było skazanie znanego polityka i pisarza na 4 lata więzienia bez zawieszenia za kłamstwo przed sądem, gdzie występował jedynie jako świadek.

Wprowadzenie takiej zasady w Polsce spowodowałoby spustoszenie na polskiej scenie politycznej. Fakt kłamstwa automatycznie oznacza utratę zaufania. Ten, któremu się nie ufa, nie może być dobrym pracownikiem, nawet jeżeli w swojej pracy jest bardzo sprawny. Na pierwszy rzut oka kara w postaci utraty pracy wydaje się nam niewspółmierna do przewinienia w postaci “małego kłamstewka”.

Ale tutaj rozumowanie jest proste - wierzymy na słowo, ale jeśli ktoś raz skłamał, nie można go darzyć nadal tym samym zaufaniem i nie ma litości. Bez zaufania trudno funkcjonować w biznesie, ponieważ inni obawiają się dzielić informacjami i kontaktami z osobą złapaną na kłamstwie, a to oznacza w końcu bezużyteczność tej osoby w biznesie.

Zaufanie do partnera, kolegi, współpracownika jest więc wartością nadrzędną.
W Polsce nie zdajemy sobie w pełni sprawy z tego, że to zaufanie decyduje o zainteresowaniu inwestora w ulokowaniu swoich pieniędzy w konkretnym miejscu. Jeśli ma się do wyboru kilku partnerów biznesowych, to wybór zawsze padnie na najbardziej wiarygodnego. Zdolności, potencjał finansowy, doświadczenie plasują się na dalszych miejscach.

Rozmawiając z moimi kolegami bankierami z Londynu często zastanawiałam się nad trafnością ich ocen, często bardzo krytycznych, dotyczących polityków i biznesmenów z naszego regionu. Sadzę, że długoletnia praca w City uczy rozpoznawania, który polityk jest wiarygodny i z jakim partnerem warto robić biznes.

Istotnym elementem eliminowania kłamstwa z relacji biznesowych jest nałożony na pracowników obowiązek informowania przełożonych o tym, że zauważyli jakieś naganne działania. Kodeksy etyczne są tak sformułowane, że osoba znająca fakt popełnienia wykroczenia musi o tym poinformować, gdyż w przeciwnym razie sama narażona jest na odpowiedzialność dyscyplinarną i to często odpowiedzialność bardzo poważną.

Osoba, która ujawnia nieprawidłowości, nie jest traktowana jako “donosiciel”, jak to często uważa się w krajach naszego regionu, ale przeciwnie, jako osoba odpowiedzialna, troszcząca się o interesy firmy. Musze przyznać, że bacznie się przyglądałam, jak ten system funkcjonuje, i przekonałam się, że jest właściwy i skuteczny.

Powyższe opisy zachowań nieuchronnie prowadzą do pytania: czy ludzie w Wielkiej Brytanii są uczciwsi niż w innych krajach? Na pewno są mniej zdemoralizowani, ponieważ system eliminowania nieuczciwości jest zakorzeniony od dawna i działa skutecznie. W Polsce właściwie nie ma sankcji za nieprawidłowe działania.

Człowiek, który doprowadził do upadku firmę, może być szefem w kolejnej firmie. Polityk, który kłamie, traktowany jest z przymrużeniem oka. Człowiek, który powinien być dyscyplinarnie zwolniony, w najgorszym przypadku jest proszony o napisanie rezygnacji, a pracownik zwracający uwagę na nieprawidłowości traktowany jako niewygodny.

To stwarza poczucie bezsilności i bezkarności, bo albo sprawy nie wychodzą na światło dzienne, albo “ukręca się im łeb” i nie ma w konsekwencji żadnych sankcji. Z drugiej strony panuje u nas atmosfera przyzwalania na wykroczenia, a dokonujące je osoby oceniane są jako “przedsiębiorcze”. Panuje u nas poczucie fałszywego legalizmu rozumiane jako zasada: “co nie jest zakazane formalnie, jest dozwolone”.

Nikomu nie przyjdzie do głowy stosowanie maksymy: “nie wypada tego robić”. W mojej instytucji nie można na przykład zatrudniać równocześnie kogokolwiek z rodziny pracownika, tzn.: współmałżonków, dzieci, rodzeństwa, a nawet rodzeństwa ciotecznego. Każdy konsultant wynajmowany spoza naszej instytucji musi w odpowiedniej rubryce podać informacje, czy zna kogoś w banku i skąd. Proszę sobie wyobrazić, co by w Polsce sądzono o kimś, kto chciałby takie zasady wprowadzić w instytucjach publicznych.

W City wiele stosowanych zasad stanowi kodeks niepisany, ale ci, którym zależy na reputacji, przestrzegają ich ściśle, bo wiedzą, że w praktyce wiąże się to z karierą. Trzeba mieć świadomość, że utrata zaufania oznacza automatycznie odcięcie od środowiska, utratę kontaktów, których nie da się przecież nawiązać w pociągu, a także utratę źródeł informacji, jakich nie znajdzie się przecież w gazecie.

W jakimś sensie można by powiedzieć, że w City “nie opłaca się” zachowanie nieetyczne. Oczywiście, aby ten system funkcjonował, musi istnieć wystarczająco duża grupa osób posiadających prestiż i autorytet, która dokonuje oceny zachowań, a także negatywnej selekcji osób nie spełniających obowiązujących norm uczciwego postępowania.

Tutaj taka grupa istnieje, ponieważ od wielu już lat działa opisany wcześniej mechanizm sankcji, polegający na eliminacji nieuczciwych pracowników już na niskich szczeblach. W związku z tym na wyższe szczeble przechodzą osoby spełniające te normy, dające swoim zachowaniem przykład właściwego postępowania i tworzące uznane powszechnie środowisko opiniotwórcze.

Wiem że swojej praktyki, że opisany tutaj system, który działa w City, nie jest normą spotykaną we wszystkich państwach Zachodniej Europy. W etyce biznesu przodują kraje skandynawskie i Wielka Brytania.

To dobrze, że właśnie ten region Europy jest już dzisiaj otwarty dla naszych pracowników, bo może zaczną oni po powrocie z zagranicy przenosić tamtejsze standardy na nasz grunt. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, jak ważna jest etyka w biznesie, bo im mniejszy jest problem korupcji i nepotyzmu, jak rak niszczących organizm państwa, tym większa jest szansa na powrót do zdrowia całego organizmu społeczno-gospodarczego.

Artykuł pochodzi z dodatku "Tygodnika Powszechnego" "Ucho igielne- przewodnik", którego najnowsze wydanie jest dostępne na stronach www.tygodnik.onet.pl.


Dodaj komentarz:
Wpisz tekst z obrazka:
 
Podpis:




 
       
made by: Webprovider.pl
<empty>